W świecie psim cichutko. Aglity nie ma, treningi obi mi uciekają :( , ale z Szopem dzielnie ćwiczymy kwadrat i patyczki (obikowcy wiedzą o co chodzi, a ja napiszę więcej w późniejszym, a może nawet wcześniejszym, czasie o co w tym wszystkim chodzi i co to w ogóle jest).
W świecie dzierganiowym powoli się dzieje. Jeansowy elian klasik został napoczęty, ale prawie natychmiast spruty (zmiana planu, szukam wzoru na satysfakcjonujący kardigan...). Uwagę moją przykuł Ogoniasty Kath, ale chyba jednak włóczka trochę za gruba, a jak nie za gruba, to zdecydowanie 8 motków 50g to za mało. Spruty również został Violet Leaf... Głupia byłam i nie robiłam go na okrągło, zszyłam i... jakoś tak brzydko zszyłam, że mi się nie podobało. Poza tym był trochę za krótki. Sprułam i zrobię jeszcze raz, a co.
Szalik z postu poniżej skończony. Jedna rękawiczka do kompletu zrobiona, teraz czekają palce w drugiej. Tajny projekt również ukończony. Wszystko to jednak czeka na ładne zdjęcia (a na zdjęcia potrzeba czasu a jego póki co brak, o czym będzie poniżej).
Jak pewnie wszyscy (a jak nie wszyscy, to prawie wszyscy) wiedzą, czas sesji. U mnie właśnie kończy się tydzień przedsesyjny i nadchodzi sesja tzw. właściwa. Egzaminy plus jeszcze jakieś zaległościowe niedobitki. Mimo nawału pracy moje studia w końcu mi się podobają. Tak szczerze. Bo że początek był upierdliwy był i nudny, to nie ma co ukrywać - taki był. Były przemdioty i trudne ( biochemia ) i nudne (to zostawię w tajemnicy) i upierdliwe (sławne na zootechnice "młotki"). Teraz zaczęły się prawdziwe przedmioty, czyli wszelkiego rodzaju "hodowle". I mimo tego, że męczę się z bydłem, do świń trzeba się bardzo przykładać, drobiu jako zwierząt nie polubię chyba nigdy (za to w kuchni obecny będzie zawsze! - swoją drogą o kucharzeniu mi się jeszcze zachciało, ale to też później :P ), a owce i kozy (nie wiem które bardziej) zdobyły moje serce - no lubię te moje studia ;)
I o owcach będzie właśnie. Bo zajęta jestem. Już pal licho zaległości, egzaminy i inne takie. Praktyki śródsemestralne miałam. A raczej mam, bo jutro ostatni dzień. Praktyki w owczarni. I kurczę, będę tam wracać. A na pewno na strzyżę wrócę (ha!). No i jutro przytacham do domu 3-4 wory strzyży, w celu przebrania i wybrania sobie co mi tam będzie potrzebne. Zostało trochę merynosa (barwnego i polskiego), został suffolk, alpaka(!) i wiele innych. A na wiosnę znów będzie strzyża (tak, cieszę się jak... jak nie wiem co!). Wprawdzie nie byłam obecna przy żadnym wykocie (i kozy i owce to "złośliwe" bestie są i na poród wybierają okres wczesnoporanny lub późnonocny - zależy dla kogo jakim okresem są godziny w okolicach 3.00), za to miałam przyjemność zobaczyć parogodzinne bliźniaki kozy burskiej! Ale nie tylko kozy burskie. W owczarni teraz jest jedno wielkie przedszkole ^^
0 naskrobanek:
Prześlij komentarz