W pierwszym worze trafiła mi się strzyża z następujących delikwentów: wrzosówka, polska owca górska, koza (!) angorska i... Po trudach i walce - merynos barwny. Z tego merynosa to proszę się nie śmiać, bo delikwent cwany i się ładnie kamuflował. Nie wiem czy to sprawa przechowywania czy ten tryk ma serio tak dużo testosteronu, bo karbikowanie mające wskazać cienką jednolitą wełnę z całą pewnością takiej nie wskazywało. Dedukowałam chwil kilka. W owczarni z barwnych owiec są dwie: owca Jacoba i merynos barwny. Jakubki mają wełnę mieszaną, a merynosy jednolitą cienką. Wełna z całą pewnością jednolita była, ale... Ale za nic w świecie cienką być nie chciała. Po burzy mózgów (możliwe, że całkowicie niepotrzebnej) fakt "złego" karbikowania zrzuciłam na przechowywanie i fakt, że to wełna z tryka, a tryk testosteronu ma aż nadto, a testosteron sprawia, że okrywa wełnista grubszą się staje. I chyba się nie pomyliłam, ponieważ w trakcie "obróbki" odnalazłam fragmenty pięknego merynosowego karbikowania :-) Poza tym, na czarnym te karbiki takie średnio widoczne są :P
Wczoraj do obróbki oczywiście wzięłam merynoska. Wełna w worku leżakowała dobre ponad pół roku. Zanieczyszczona niestety okrutnie. Rozłożyłam na ziemi i zaczęłam wyskubywać co większe słomki i inne brudy. Podpatrując pracę Jagienki przygotowałam miskę z ciepłą wodą, nalałam płynu do naczyń i zamoczyłam pierwszą partię. Po 20-30 minutach przekładałam do kolejnej miski z czystą wodą o zbliżonej temperaturze. Pierwsza woda jaką wylałam z miski miała kolor (nie przesadzając) mlecznej czekolady. Płukań było 6 i więcej w zależności od partii. Obecnie wełna się dosusza. Gdy wyschnie porozdzielam ją wedle kolorów i białe włókna przepiorę raz jeszcze. Nie są one w tej chwili białe, raczej ecru łamane bananem. Może w trakcie czesania się jeszcze trochę wybieli (tak, łudzę się). A jak nie to przeznaczę ją na farbowanie. Ogrom roślinnych elementów, jakie pozostały w wełnie mam nadzieję po prostu wyczesać.
I z tym czesaniem zaczyna się problem. Próbowałam gręplami, ale jakoś tak mi średnio leżały. Za długie chyba faktycznie na gręplowanie ręczne. Spodobało mi się przeczesywanie grzebieniem, ale gdzie ja teraz grzebień z takimi długimi zębami wynajdę? Zobaczymy. Pomyślimy. Pokombinujemy. :-)
Zastanawiam się tylko, co ja zrobię z wrzosówką, polską owcą górską i kozą angorską. Też uprząść? Faktem jest, że te 3 strzyże są czystsze (a powinno być inaczej, no ale ten biedny merynos ewidentnie zanieczyszczony wtórnie biedaczysko), więc jakoś tak sympatyczniej z tym etapem się zapowiadają.
A co w pozostałych workach? W pozostałych workach spodziewam się czekoladowej alpaki i białej lamy. Powinny znaleźć się też jasne owce, czyli coś spośród takich ras jak suffolk, charolaise, czarnogłówka (czyli wełny jednolite średnie) oraz liczę na merynosa polskiego (!). Co będzie się okaże w okolicach marca ;-)
A nie odbiegając od tematu - parę ujęć z owczarni, głównie przedszkolaki oczywiście.


W tle widać merynoskę barwną z młodym - to te czarne z białymi czapeczkami :-)

A to tryk owcy Jacoba, zwanej również owcą wielorożną. Co ciekawe może być bezrożna, dwurożna, czterorożna, tak jak ten na zdjęciu, ale też sześciorożna!




1 naskrobanek:
Na owcach się zupełnie nie znam. Ale posiadać chciałabym własną owieczkę i alpakę :D i przędłabym własną włóczkę
Prześlij komentarz