Plany

Najbliższe plany:
Póki co to tajemnica, nieznana nam samym :P
Ale planujemy się w tym roku pojawić w Katowicach, Krakowie, Wrocławiu, Olsztynie k. Częstochowy, Sopocie, Warszawie, w górach i nad morzem

czwartek, 17 marca 2011

"Nie boi się pani o swojego psa?!"

"Siedziałam sobie spokojnie na ławce u boku męża, nie wadząc nikomu, kiedy podszedł tamten człowiek. Spojrzałam na niego, gdy usiadł przy mnie. Troszkę zbyt blisko, jak na mnie, więc przysunęłam się nieco do mojego męża, który, zaczytany, nie zwrócił na mnie uwagi. Nadal odczuwałam pewien dyskomfort z powodu nadmiernej bliskości obcego mężczyzny więc odwróciłam od niego głowę, uprzejmie sugerując, iż nie interesuje mnie nawiązanie znajomości.
Ku mojemu przerażeniu facet pochylił się nade mną i zaczął lizać mnie po szyi, jednocześnie bezczelnie obmacując.
Kłopoty zaczęły się, gdy wrzasnęłam i go odepchnęłam. Mój mąż gniewnie rzucił mną o ziemię wykrzykując: "Dlaczego to zrobiłaś? On tylko chciał się przywitać! Jesteś przewrażliwioną suką! Już ja cię nauczę lepiej zachowywać!"
Ludzie wokół zaczęli się na nas gapić i potrząsać ze smutkiem głową. Usłyszałam mamrotane uwagi, że mój mąż powinien coś zrobić w sprawie mojego zachowania, paru widzów nawet wyraziło opinię, że nie powinien publicznie pokazywać się w centrum handlowym z taką agresywną kobietą, dopóki jej dobrze nie wychowa. A gdy mój mąż ciągnął mnie do samochodu zauważyłam, że człowiek, który mnie obmacywał poszedł sobie trochę dalej i robił dokładnie to samo z inną kobietą."
(Fragment artykułu "On chciał się tylko przywitać", całość dostępna TUTAJ)


Już od dłuższego czasu noszę się z poruszeniem tej sprawy i w końcu czas nadszedł. Dlaczego ludzie nie martwią się o swoje psy? Troszczą się o swoje psy, dbają o nie, chcą by miały jak najlepiej, jednak w obliczu zagrożenia mają oczy i uszy zaciśnięte najmocniej jak się da. O czym mowa? O podbieganiu do OBCYCH psów!

Sytuacja powtarzała się niejednokrotnie. Piesek radośnie sobie biega, widzi dużego, obcego psa i podbiega. Intencje psa są różnorakie, od zwykłej chęci obwąchania, przez zaproszenia do zabawy po nachalne obskakiwanie psa i agresję. i teraz moje pytanie: dlaczego właściciele tych beztroskich psów są jeszcze bardziej beztroscy? Tak naprawdę nie wiedzą, jakie są te psy, czy będą radośnie z ich psiakiem się bawić, czy też pogonią go a może i poturbują, gdy dopadną używając swojej siły i zębów lub też najnormalniej w świecie są na coś chore... Dlaczego nikt się o to nie martwi?

Otóż sprawa dla tych ludzi jest oczywista: jak ich psa pogoni obcy pies, to się ich pies nauczy nie podchodzić. Niestety to nie takie proste! O konsekwencjach dla psa "napadacza" pisała już wcześniej Olga. Napiszę jak to wygląda ze strony psa napadanego.

Pracuję z Szopem nad ignorowaniem psów. Chcę by mogła przechodzić obojętnie obok delikwentów nie zważając na ich zaczepki. Mój pies ma prawo do świętego spokoju, gdy idzie grzecznie blisko mnie. Nikt i nic nie ma prawa bez mojego wyraźnego pozwolenia go dotykać, głaskać, skakać po nim, zaczepiać i gryźć. Nie każdy pies ma ochotę na zabawę, dlaczego zatem MUSI się bawić z innym psem Pana Kowalskiego? A no nie musi, tylko Pan Kowalski zwykle nie wie, lub nie chce o tym wiedzieć. Gdy takowy piesek podbiega do Szopa i nachalnie go zaczepia Szop wytrzymuje chwilę po czym usiłuje odpędzić delikwenta. Niszczy to naszą długotrwałą pracę. A Pan Kowalski... Pan Kowalski gdzieś tam jest. Mało tego, potrafi podejść i dosadnie powiedzieć mi co o mnie i moim psie myśli, no przecież jego pies chciał się tylko przywitać i pobawić a mój z warkotem i zębami...

Panowie Kowalscy są różni i różne są ich reakcje. Miałyśmy "przyjemność" spotkać Państwa spacerującego z bokserem, który to radośnie w podskokach podbiegł do nas na odległość 3-4m, znieruchomieć i... Czekać. A Państwo? Państwo odwróciło głowy i udawało, że pies nie jest ich. Na moją głośną prośbę o zabranie psa wzruszyli tylko ramionami i udawali nadal, że pies nie jest ich, no pierwszy raz na oczy go widzą. Na szczęście pies po chwili sam wrócił do swoich właścicieli, którzy to nagle rozpoznali w nim swojego psa i przyjaźnie poklepali po grzbiecie...

Podczas wakacyjnej wizyty na Śląsku wraz z Zuzą i Vegą miałyśmy przyjemność "poznać" Pana z młodym Weimarczykiem. Pan beztrosko spacerował z psem, Zuza zajęła się robieniem zdjęć, ja zaś byłam miotaczem piłki dla Vegi i obsługiwaczem Szopowego szarpaczka. Zabawa była przednia dopóki Weimarczyk nie postanowił radośnie zacząć truchtać w naszą stronę. Vega grzecznie się schowała ja zaś nie przerywałam zabawy z Szopem (no przecież jest extra, bawimy się). Na widok Weimarczyka grzecznie poprosiłyśmy Pana, by zawołał psa, bo nasze psy się bawić nie będą, a Szop będzie atakować (Szop w tamtej chwili odreagowywał na gryzaczku bardzo niefajną sytuację, która spotkała nas chwilę wcześniej, notabene również z udziałem zaczepiających ją psów). Pan nie reagował. Uważał, że jego pies chce się pobawić. W nosie miał, że Szop bawić się nie chce, mało tego, że Szop go może ugryźć. Chcąc ratować sytuacją, Szopa przed złą życiową decyzją, Weimarczyka przed pogryzieniem, swój portfel przed nagłym schudnięciem (za szkody wywołane przez psa odpowiada właściciel, więc za szwy i wizytę u weterynarza zapłaciłabym ja) zablokowałam spotkanie obu psów... Nogą. Tak, nogą, nie ręką, wolę mieć ugryzioną nogę niż rękę! Nie znam psa podchodzącego do mojego, więc nie wiem jak zareaguje. I wtedy ZAWSZE zaczyna się piekło. Jak ja mogłam kopnąć psa. Na tłumaczenia, że pies nie został kopnięty a odsunięty, by ratować jego i własną skórę, bo MÓJ pies nie chce się bawić, słyszę... Wolę nie pisać, co wówczas słyszę. Tak, ludzie wolą, by ich psy zostały pogryzione, narazić je na często długotrwałe leczenie, narkozę, szycie, rekonwalescencję i urazy psychiczne różne niż na odepchnięcie.

W ostatnią niedzielę byłyśmy z Szopem na treningu obedience. Szop grzecznie przywiązany do ławeczki, Vega ćwiczy. Wtem widzimy, a zaraz później słyszymy (swoją drogą straszny charkot słyszymy, charkot psa dyszącego tak, jakby zaraz miał paść, ale co się dziwić, nosił on biedak na małych nóżkach ogromną nadwagę :( ), yorka. York biegnie. Wspomnieć należy, że wyjątkowo ładna i ciepła pogoda wtedy była jak na nasz Olsztyn, więc i ludzie powychodzili z psami na spacery dłuższe niż to zwykle i pech chciał, że skrzyżowały się nasze drogi... York najpierw zaczepił jakiegoś psa, później pobiegł w kierunku leżącej na odłożeniu Vegi. Vega spokojnie zniosła obwąchiwanie psa, w międzyczasie będąc sowicie nagradzaną za spokój i grzeczność swą, przez co stała się dla yoreczka nudna. York obrał za swój cel Szopa. Do Szopa niestety dostępu broniła Szopowa mamunia, czyli ja. Rozglądam się po obronie dziecięcia za właścicielami ów yorka i widzę, kobiety sztuk dwie w odległości spokojnie ponad 200m spokojnie kroczące w naszym kierunku... Gdy kobiety dumnie dokroczyły do wysokości ławeczki zapytałam właścicielkę czerwonej flexi: "Nie boi się pani o swojego psa?". Usłyszałam, że nie, bo skoro te psy tu są, to nie powinny nic zrobić jej (tu pada imię). Nie brała w ogóle pod uwagę faktu, że te psy mogą coś zrobić jej psu, choćby porządnie wystraszyć. Są one na smyczy, a jej pies włazi im pod nogi ryzykując zdrowie. Nie twierdzę, że na pewno stałoby się coś złego, ale właściciele ów psów o tym nie wiedzą, przecież nie znają tych psów. Żaden to argument dla miłej Pani: "Przecież nic się nie stało". Poprosiłam, by uważała na przyszłość na psa, bo teraz nie stało się nic, ale niestety może stać się tak, że spotkają na swej drodze psy, które krzywdę zrobić będą mogły, które będąc na smyczy "chapną" beztroskiego yorka podchodzącego nachalnie i zaczepnie na wyciągnięcie łapy. Że ów właściciel psa, będzie zobowiązany nie z swojej winy (pies przecież jest na smyczy i do nikogo nie podbiega, nikogo nie zaczepia, ot idzie grzecznie na spacer z swoim Pańciem/Pańcią) zapłacić odszkodowanie za szkody wyrządzone przez psa. Usłyszałam odpowiedź: "Nie zapłaci, bo mój pies jest bez smyczy, więc to moja wina". W tym momencie, przyznaję, zatkało mnie. Bez dwóch zdań kobieta miała rację. Zszokowała mnie jednak BEZTROSKA, narażenie zdrowia swojego psa...


Szop nie zrobi żadnemu psu krzywdy. Najnormalniej w świecie jej na to nie pozwolę. W zależności od nastawienia psa, Szop odpowiedziałby najchętniej zabawą na zaczepki do niej właśnie. Skupiona na mnie i nagradzana za skupienie, spokojnie wysiedzi chwil kilka. Wystarczającą długo dla jednych psów, by zdążyły się znudzić, lub dla innych by właściciel, będący odpowiednio blisko, mógł zabrać psa. Przez ten czas staram się odgonić natarczywego delikwenta - mój pies ma pełne prawo do spokoju. Jednak, gdy nachalność psia trwa zbyt długo, Szopowi i mnie kończy się niestety cierpliwość... Mnie szybciej...


Żeby nie było tylko tak niefajnie, parę fajnych ujęć z wakacyjnego Śląska. Przed i po zaczepce Weimarczyka ;-)













2 naskrobanek:

NB pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Cheryl pisze...

Ech, u mnie wcale nie lepiej. Gdzie się nie obejrzę tam pies bez smyczy, a właściciela albo brak, albo jest oddalony o dobre 200m, albo udaje, że nie słyszy, kiedy ja proszę o zabranie psa. Cóż poradzić...
Zdjęcia bardzo ładne. :)