Zacznę trochę na opak (standardowo już chyba). Zacznę od wprowadzenia Drogich Czytaczy ;-) w świat Szopa. Otóż Szop jest przemiłą i uroczą suczką.
Jednak jednym z wielu celów jakie sobie obrała, jest... Zdobycie ogromnego terytorium. Tak. Ta suczka znaczy teren! I, zostawiając skromność gdzieś w szafie, ma to swoje terytorium dość znaczne ;-)
Wspólnie więc postanowiłyśmy przedstawić Szanownym Czytaczom Teren Panny Szopencji. Z każdym wypadem w jakiś zakątek kraju związana jest jakaś historia. A że wszystkie te historie miałyśmy Wam przedstawić, to przy okazji uporządkujemy Królestwo Szopa ;-) . A muszą wiedzieć Mili Państwo, że Królestwo Szopa sięga od morza aż po góry! Na zachód i wschód jeszcze się nie zapuszczałyśmy jakoś znacznie, ale poza granice kraju a i owszem. I zdajemy sobie sprawę, że wśród nas zapewne są więksi podróżnicy, ale... Szop jest tylko jedna, a ja dzięki niej również byłam to tu, to tam. Bo muszą Państwo wiedzieć jeszcze jedno. Gdyby nie to czarno-białe stworzenie, to ja bym sobie spokojnie siedziała na miejscu i za daleko się nie wypuszczała. Wszystkie te nasze wypady są dyktowane przez Pannę Szop właśnie!
Poniższa mapa będzie się zapełniać znacznikami i, jeśli tylko będę mogła sobie przypomnieć, datami.
I może na dobry początek pokontynuuję Śląską historię ;-) .
Po pobycie w górach, wróciłyśmy i poodpoczywałyśmy trochę. Nie za dużo, nie za mało. 23. lipca jednak szykowało się spotkanie szkoleniowe z naszym senseJem - Agnieszką Kierzenkowską. Z samego rana pojawiłyśmy się w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie (lub w Katowicach, jak kto woli). Spotkanie szkoleniowe dotyczyło szeroko pojętego posłuszeństwa. Przyjechały psy ze swoimi właścicielami, by poćwiczyć posłuszeństwo cywilne, czyli takie codzienne, jak również sportowe (np. my, ale my to tak poza konkurencją, ponieważ normalnie ćwiczymy z Agą, a to była miła okazja treningu na wakacjach).
Na spotkaniu ów pojawiły się psy różnej maści. Był cane corso i młoda suczka owczarka belgijskiego malinois, był bokserek z odzysku i malutka boksereczka (Honorata), były również trzy bordery. Trzy i każdy inny. Oczywiście przy okazji spotkania szkoleniowego odbyło się spotkanie poznawcze i towarzyskie, ponieważ już od dawna miałyśmy się spotkać z paroma osobami ze Śląska z psami i w końcu się udało!
O samym spotkaniu pisać nie będę, bo było fajnie i o! Ja o naszym treningu bym chciała troszkę.
Korzystając z możliwości przećwiczenia ćwiczenia nr 1 w obedience, czyli socjalizacji (meldunek u sędziego, powitanie, sędzia obchodzi i głaszcze psa, a pies ma spokojnie to wytrzymać), a wiedzieć trzeba, że Szop uwielbia wszystkich facetów i najchętniej od razu by każdego w zasięgu swym wycałowała i wyprzytulała, poprosiłam Roberta by nam zapozorował sędziego. Szopencja bardzo dobrze się spisała - siedziała grzecznie przy nodze i patrzyła mi w oczy. Trochę zazezowała na Roberta, ale wytrzymała dzielnie!
Kolejnym ćwiczeniem jest chodzenie przy nodze. Dzięki uprzejmości Patrycji od Zoe rozstawiłyśmy pachołki (nasze pachołki zostały w Olsztynie) i poszłyśmy z Szopem pochodzić po zetce. Do Szopowego chodzenia przy nodze nie mam większych zastrzeżeń. Nie napiera, nie wyprzedza, idzie ładnie skupiona na kontakcie. Muszę jednak pamiętać, by od czasu do czasu przećwiczyć z nią 'pierwszy krok', ponieważ w swoje gorsze dni traci kontakt przy ruszaniu i po 2-3 krokach dopiero go łapie na nowo.
Następnie przyszedł czas na przywołanie, które w zaistniałych warunkach pogodowych nie należało do najszybszych. No i nie ma się co oszukiwać - Szop nie jest w najlepszej swej kondycji fizycznej. Mało tego, zaryzykuję śmiało stwierdzenie, że jest w najgorszej. Nie do końca wiem, czym to jest spowodowane, ponieważ ruchu miała więcej, żarcia mniej, jednak mimo wszystko waga poszła w górę. Czyżby miesiąc wakacji u rodziców miał takie właściwości? Faktem jest, że Szop się umięśniła, ale niemożliwością dla mnie jest, że nie straciła przy tym ani grama tłuszczu... Mam już na szczęście plan działania, nie mniej uwierzcie mi na słowo, że nieporównywalnie trudniej jest odchudzić psa pracującego na jedzenie od tego pracującego na zabawkę, amen.
A wracając do przywołania - przyspieszyć należy zdecydowanie.
Po przywołaniu przyszedł czas na kwadrat. Jest to jedno z tych ćwiczeń, które obie lubimy. Dla osób nie siedzących w temacie - pies z pozycji zasadniczej (siad przy nodze) ma wbiec do kwadraty o bokach 3m x 3m, zatrzymać się mniej więcej na środku i na komendę się w niej położyć. Następnie przewodnik podchodzi do kwadratu, zmienia kierunek marszu i w odpowiednim miejscu w czasie marszu woła psa, który to ma dobiec jak najszybciej do nogi i kontynuować wspólny marsz. W zależności od klasy zaawansowania mamy do czynienia z różnymi wariacjami (mniejszy i większy kwadrat, wysłanie najpierw do pachołka potem do kwadratu itd.). I o ile z wbieganiem do kwadratu na tę chwilę nie mamy większych problemów...
... o tyle z tym dobieganiem w marszu już nie jest tak kolorowo. Szop myśli w sposób nieskomplikowany - po co mam szybko biec, skoro sobie dotruchtam na spokojnie i dostanę swoje... Rozpoczęłyśmy zatem pilnie prace naprawcze-przyspieszające Szanowną Szopencję i widać już efekty (dokładniej było widać na treningu 21.09.).
Po zabawach kwadratowych pobawiłyśmy się aportem. Jedno jest pewne, muszę pomalować boczki naszego czerwonego aporciku na biało. Tak, psy mają problem z odróżnieniem intensywnej czerwieni od intensywnej zieleni, stąd problem z odnalezieniem czerwonego aportu w wyższej zielonej trawie (nie wysokiej, tylko takiej nie przystrzyżonej idealnie na równiutko). Nie mam zdjęć z aportowania Szopa z tego spotkania, mam natomiast zdjęcia z marca, gdy Szop była jeszcze kudłata a aporcik był nowością.
Po aporcie zaś przyszedł czas na aport węchowy, czyli wyszukiwanie własnego patyczka spośród tak samo wyglądających innych patyczków. Zadanie dla psa pozornie proste, ma ułożone w rządku lub okręgu patyczki, a tylko jeden pachnie przewodnikiem. Ma wybrać ten odpowiedni i zaaportować, przy okazji nie dotykając pozostałych. O ile pierwsza nasza próba wyszła idealnie pomyślnie, o tyle w czasie tego treningu Szop się zafiksował, ja się spóźniłam z reakcją i ta dam. otrzymaliśmy Szopa targetującego patyczek tylnymi łapkami... Nie muszę chyba wspominać, że uwielbia targetować wszystko tylnymi łapami? I kiedy tylko nie rozumie, czego od niej chcę, bo się zakręcimy, to od razu zaczyna targetować... Nasze ćwiczenie patyczków skończyło się na ćwiczeniu spokojnego trzymania patyczka i podnoszenia go z ziemi (bez obecności innych patyczków) w celu przypomnienia, co oznacza komenda 'fetch'. Jednocześnie otrzymałyśmy instrukcje do ćwiczenia szukania patyczków spod liści, by w psie umocnić skojarzenie komenda = szukaj patyczka.
Po patyczkach były zmiany pozycji. I Szop wykonuje to wszystko poprawnie, ale nie tak ładnie jak bym chciała i nie na 100% jej możliwości. Oprócz szlifowania ładnego siadania ze stania, ładnego warowania z siedzenia, ładnego wstawania z warowania, ładnego warowania z stania i ładnego siadania z warowania, pozostała jeszcze jedna kwestia. Przy niesprzyjającej nam kolejności zmiany pozycji Szop się przesuwa. I to jak na moje dość znacznie...
Tak więc decydując się na trenowanie obedience, zdecydowałyśmy się na dłubanie w szczególikach już do końca życia ;-) Już zawsze gdzieś będzie za szybko, za wolno, niedostatecznie prosto itd.
Wszystkich zainteresowanych kto tam jeszcze ćwiczył tego dnia zapraszam do obejrzenia albumu ze zdjęciami autorstwa Zuzanny Bzdręgi, gdzie można zobaczyć między innymi taką przesłodką Vercię,
... ponieważ naturalnie po treningu zostałyśmy chwilę na pogaduchy i sesję bąbelkową (niestety Panna Szopencja się nie załapała).
A w następnym odcinku Szopa podróżnika jeszcze jedno spotkanie treningowe na Śląsku i wyjazd na zachód ;-) .













3 naskrobanek:
Udana wyprawa jednym słowem :)
Tak, powrót na stare-nowe śmieci bardzo udany pod katem psim :)
Super blog i śliczne zdjęcia :DD
Dodam się do obs. i będę komentować:D
Pozdrawiamy i zapraszamy do nas:www.pusiaa.blogspot.com
Prześlij komentarz