Plany

Najbliższe plany:
Póki co to tajemnica, nieznana nam samym :P
Ale planujemy się w tym roku pojawić w Katowicach, Krakowie, Wrocławiu, Olsztynie k. Częstochowy, Sopocie, Warszawie, w górach i nad morzem

czwartek, 1 września 2011

WPKiW raz jeszcze oraz wyprawa na zachód

Kontynuujemy wakacyjną Szopową podróż.

Po spotkaniu szkoleniowym z Agnieszką Kierzenkowską nie usiedziałyśmy spokojnie w domu. Ponownie umówiłyśmy się na trening obedience z dziewczynami.

Była Patrycja z Zoe



Towarzyszyła nam również Ala i Agnieszka.

No i oczywiście byłyśmy ja z Szopem i Zuza z Vegsonem

Powiem jedno. Nie wiem czym było to spowodowane, ale był to mój i Szopa najbardziej nieogarnięty trening EVER! Jakiś taki na dziko, bez rozmysłu. Szopencja się wyratowała, ale była to praca bez power'u, bez tej iskry, którą tak sobie cenię w pracy z psem. Jedyne co zrobiłam z rozmysłem, to przerwałam sobie to 'radosne' trenowanie, zrobiłyśmy coś łatwego, by zakończyć wszystko sukcesem i odsunęłyśmy się w cień. Szopencja by odpocząć, a ja by się porządnie zrugać za totalny brak działającego mózgu.

Pochodziłyśmy chwilkę przy nodze, ale to zdecydowanie nie było to :( .

I poćwiczyłyśmy wbieganie do kwadratu. Kwadrat chciałam zrobić z jednego prostego powodu: Patka przyniosła taśmę. A kwadrat oprócz zaznaczonych wierzchołków pachołkami, ma oznaczone boki taśmą. Był to pierwszy kwadrat z taśmą w życiu Szopa (wstyd przyznać, ale z czystego okropnego lenistwa nie ćwiczyłyśmy wcześniej z taśmą - wstyd, wstyd, WSTYD!). Na Szopie taśma nie zrobiła żadnego wrażenia, nie wiem czy ją nawet zauważyła, a nawet jeśli, to miała ją głęboko w nosie. Nie mniej obiecuję sobie, że teraz kwadrat już tylko z taśmą. I to nie cały czas z tą samą, o nie! Trzeba przećwiczyć różne taśmy i różne pachołki (o pachołkach będzie inną razą ;-) ).

Żeby zobrazować o czym ja tutaj w ogólę piszę - Vegsonik w kwadracie:

Pachołki są cztery (dwa w kadrze), boczki są z taśmy. Taka konstrukcja, o!

Pogadałyśmy, poplotkowałyśmy i dziewczyny wyjęły frisbee. Szop z frisbee ma specyficzną relację. Gonię, gonię, szybko gonię, początkowo złapię, ale potem tylko gonię, bo gonienie jest fajne, a łapanie już zbędne. Nie mniej od czasu do czasu lubimy sobie połapać, pogonić i poprzeciagać się fajnym deklem.

I teraz uwaga, uwaga. Szop zrobiła swojego pierwszego w życiu całkowicie frisbowego chest voulta! Tak! Szopencja wcześniej pięknie odbijała mi się od klatki piersiowej, jednak nie łapała przy tym frisbee. Nawet to frisbee czy każda inna rzecz wyrzucona przy tej sztuczce przeszkadzała jej. A wtedy pięknie się odbiła, pięknie złapała i podała mi dekiel do przeciagania się. Ha! jestem dumna z tego mojego niełupowego psa jak diabli! A co!

Słów kilka dla tych, co powyższego akapitu nie rozumieją ni w ząb. W dogfrisbee, w konkurencji freestyle, wymagane sa pewne figury. Między innymi przeskoki nad częściami ciała, czyli overy, mamy wtedy takie kombinacje jak przeskok nad nogą, przeskok nad plecami, przeskok przez ręce, no różne cuda. Oprócz przeskoków są też odbicia, czyli właśnie voulty, i tutaj powstają takie cuda jak leg voulty (odbicie od nogi), back voulty (odbicie od pleców), chest voulty (odbicie od klatki piersiowej) i wiele innych. To w takim mocnym skrócie ;-) .

Zdjęć tego cudu nie mam, ale dla lekkiego zobrazowania po raz kolejny o co kaman, Szopik z frisbee z (uwaga!) 2009 roku :D
Tutaj przymiarka do chest voulta właśnie, ale wyszedł nam biodro voult

I ulubiony wtedy trick Szopa - back voult (teraz woli zdecydowanie odbijać się, często bez większego powodu, od mojej klaty... - może to i lepiej, przynajmniej widać teoretycznie nadchodzące zagrożenie).


Dla zainteresowanych - Szop w czasie wykonywania powyższych zdjęć ważyła ok. 25 kg. Teraz waży więcej i dalej sobie tak radośnie kicamy (choć mam nadzieję, że niedługo wróci do swojej starej, dobrej wagi, bynajmniej nie z powodu moich pleców i klatki piersiowej).

Wracając do roku bieżącego...

Następnego dnia po spotkaniu z obediencowymi dziewczynami, pojechałyśmy po raz kolejny w to samo miejsce, tym razem w roli przeszkadzaczy/pomagaczy/niań. Przeszkadzałyśmy/pomagałyśmy w szkoleniu psów, by tworzyć najelpszy tłum w mieście. Nasze działania dopadły między innymu Agatę z Nex, które ogromnie miło było mi poznać w końcu poza światem internetowym ;-)! A niańczyłyśmy...


To Cudne Stworzenie!

Sunia rasy owczarek belgijski malinois (yeah!) towarzyszyła nam pół dnia (a może to my jej towarzyszyłyśmy?). Była bowiem w trasie z hodowli do domu docelowego, a nam udało się ją złapać w czasie 'przerwy w podróżowaniu'. Suczka była kapitalna. Tak w skrócie można o niej powiedzieć. Potrzebowała paru sekund, by uznać, że coś co było dziwne/duże/straszne/dziwne/dziwne/szopowate/dziwne za całkowicie normalne i mieć to w swoim maliniakowym nosie. Szop oczywiście uznała, że to ONA musi się nią opiekować, to na NIEJ spoczywa obowiązek troszczenia się nad maluchem, TYLKO ONA potrafi się nią zajęć i nikt jak ONA nie wyliże jej brzuszka/uszek/oczek, a MUSI to zrobić i już... Musiałam bronić szczeniaka przed nagłym napływem matczynej miłości Szopencji ;-) .




Po paru dniach, a dokładnie 31. lipca wsiadłyśmy w czwórkę (ja, Szop, Zuza i Vega) w pociąg  i ruszyłyśmy na zachód, w strony, w jakie nigdy wcześniej się z Szopem nie zapuszczałam. Dotarłyśmy do Leszna, skąd odebrała nas Kasia z Bertą (owczarek kataloński) i zawiozła do miejsca docelowego. Do Jeziorek. O tym jakie cudowne to miejsce napiszę następnym razem, następnym razem też napiszę po co właściwie tam jechałyśmy, bo że powód psi był, to chyba nie muszę tłumaczyć. Dokładniej powód był agilitowy. Ale szczegóły wkrótce. Teraz tylko Wam zdradzę, że w Jeziorkach właśnie pierwszy raz w życiu biegałam z psem po torze w okolicach godziny 22. w całkowitych prawie ciemnościach. Nie wiem czy jeden reflektor można uznać za pełne oświetlenie ;-) .

Poniżej zdjęcia autorstwa Katki Szmorąg (animalmedia.pl) przedstawiające migawki z tego historycznego treningu.



4 naskrobanek:

Kuchareczka pisze...

Rany, jakie cudne psiaki :) Przesłodkie i przeurocze są!

mowmikinga pisze...

to super miałyście wakacje , ! :)

Pusiaa pisze...

Super blog i śliczne zdjęcia :DD
Dodam się do obs. i będę komentować:D
Pozdrawiamy i zapraszamy do nas:www.pusiaa.blogspot.com

Albo coś nie doczytałam, albo...dlaczego ta mała sunia miała niebieskie ucho?

Agnes B. pisze...

Pusiaa, mała maliniaczka miała niebieskie ucho od tatuażu ;-)