Dzieje się u nas oj dzieje, niestety dzieje się ostatnio nie za dobrze... Nie wprowadzając zbytnio w szczegóły i zawiłości tematu - Szop jest chory. Nie jest to niestety katar, przeziębienie czy chociażby ból brzucha. Dopadła nas sprawa silnie poważniejsza. Sprawa taka, która będzie już z nami do końca życia. I tylko i wyłącznie fartem udało się nam z Panią Doktor wpaść na to, że Szopikowi może coś być.
U Szopa została zdiagnozowana przewlekła niewydolność nerek na tle kłębuszkowego zapalenia nerek. Choroba wstrętna i podstępna, póki co staramy się ją oswoić jak tylko się da. Szopencja czuje się dobrze. Biega, skacze, gania za piłką (!). Ale strachu było. Jest dużo. Będzie już zawsze.
By napisać o samej chorobie, na czym ona polega i jak działa, zbieram się od dłuższego czasu. Ale zawzięłam się i tekst powstanie. Mam też wszystko od notowane, od czego się zaczęło i całą nasza historię choroby. Kto wie, może i ona zawita na bloga, w celach ostrzegawczych.
Ostatnio też bardziej zaognia mi się niechęć... Niestety niechęć do rzeczy, które są moją pasją, pozwalają mi zapomnieć o wszystkich problemach, odciąć się od świata, miło spędzić czas. Nigdy wcześniej bym nie podejrzewała, że Coś co jest dla mnie niesamowicie ważne i sprawia mi równie niesamowitą radość, ktoś będzie potrafił mi obrzydzić. Ktosiów jest kilku i bardzo się starają. Chcący czy nie-chcący, staram się nie wnikać. I walczę. Walczę o tę pasję, z całych sił bronię przed tym zniechęceniem. Nie pozwolę by mi zbrzydła! Parę bliskich memu sercu istotek pomaga mi z całych sił, niestety parę z nich dotknęło to samo. Razem raźniej, obyśmy wytrwali.
Są też plany. Wiele planów. Blisko- i dalekosiężnych. Poważnych i bardzo poważnych. Onieśmielających, ale jednocześnie dających poczuć siłę i moc! Dreszcze potrafią przechodzić na samą myśl o nich. Takie dreszcze, trochę ze strachu a trochę z podniecenia. Plany przesycone emocjami. Być może dlatego, że w planach jest realizacja dwóch z większych moich marzeń. Chyba właśnie nadszedł ich czas.
Przez ostatni czas Szop miała okazję pozwiedzać najbliższą okolicę. Wraz z Zuzą i Vegą oraz Medzią i Frytką rozkochałyśmy się w poznawaniu miejsc najbliższych. Miejsc, które po krótkim poznaniu okazywały się mieć niesamowite historie.
Na próby radzenia sobie z nieprzychylną ostatnio (w każdej kwestii i każdej dziedzinie niestety) rzeczywistością, zakupiona została włóczka. Jeśli nie mogę uciekać się do zajęć, ponieważ zostały one oblężone przez niechęć, uciekam do drugiej pasji. Tak. Robię na drutach jak oszalała. Porzucam niedokończone, odstawiam na przerwę sprawiające trudność, zaczynam nowe. Jedną robótkę prułam trzy razy, bo zawsze coś nie pasowało. Zostawiłam. Muszę do niej dojrzeć i odpocząć również trochę. Dżersej wbrew pozorom potrafi być niezwykle męczący. Aktualnie nacieszam swoje ręce najprostszą z form. Szalikiem. Na zamówienie. Dziergam sobie wesoło oglądając House'a, Grey's Anatomy, CSI Miami. Napawam się tego rodzaju relaksem.
Przez wszystko co się ostatnio dzieje, dobre i mniej dobre, częściej się zastanawiam, rozważam, rozmyślam, snuję, planuję, szacuję jak moje decyzje wpłyną na innych... Mimochodem jednak, zawsze dochodzę do jednego wniosku. Obojętnie od jakiego tematu rozpoczęłabym rozważania, konkluzja jest jedna. A raczej pytanie retoryczne zamykające moje rozważania. Dlaczego będąc dzieckiem, tak szybko chciałam dorosnąć?! Póki co, nie jest fajnie...
Może jednak teraz nie jest fajnie, by później, na zasadzie kontrastu, zobaczyć jak jest wspaniale?
Dziś skończyłam kolejny rok życia.
Jutro jedziemy nad morze!

4 naskrobanek:
nie da się tego całkowicie wyleczyć?
Życzę Szopowi jak najwięcej zdrowia! Bardzo przykro czyta się takie wieści. Mam nadzieję, że uda wam się choć zastopować i kontrolować chorobę.
Gdybyś kiedyś jednak zebrała się na napisanie tekstu o tym schorzeniu, na pewno będzie pomocny dla wielu ludzi.
Trzymam też kciuki za Twoje plany, jakiekolwiek, aby przyniosły ci dużo radości, byś nie straciła tego zapału do końca.
piękne
Wróciliście już znad morza?
Prześlij komentarz